piątek, 11 maja 2012

Nasz początek

Dla mnie początek choroby Natalki to dzień jej urodzin- 29 maja 2004 roku, no może drugi albo trzeci dzień po narodzinach, kiedy zorientowałam się,że skóra córki jest sucha i totalnie łuszcząca się, jest to oczywiście tylko moja data, bo lekarze nigdy nad tym się nie zastanawiali. Natalka urodziła się w 38 tc i już po trzech dniach wyszłyśmy do domu :-). 
Pierwsza wizyta pani położnej w domu - wszystko ok, tylko skóra zaczerwieniona, sucha, łuszcząca się; druga wizyta tym razem lekarza pediatry - to samo. Nie dostałam żadnych zaleceń, dziecko rozwijało się fantastycznie, przybierało na wadze zgodnie z tabelami, wszystkie szczepienia też zgodnie z tabelami tylko ta skóra...
Około pół roku po, nie wytrzymałam i zaczęłam wędrówkę po lekarzach, ponieważ do suchości i łuszczenia doszły ranki. Teraz nie pamiętam ilu lekarzy odwiedziłam, wiem też, że wcześniejsza diagnoza niczego by nie zmieniła, może troszkę oszczędziłaby bólu Nati. Zaczęły się kuracje maściami sterydowymi http://www.atopowe-zapalenie.pl/atopedia/Kortykosterydy, smarowałam dziecko po całej skórze, po tym na jakiś czas było lepiej, nikt nie powiedział mi że tylko punktowo, skutek był taki że w lecie miejsca intensywnie smarowane, były białe, ludzie pytali się czy to dziecko ma bielactwo????, nadal nikt nie powiedział mi że może to być AZS, ale wtedy po dwóch latach bezsensu zaczęłam sama szukać i po pierwsze znalazłam lekarza dermatologa alergologa, wtedy okazało się ze dziecko nie ma alergii - pierwsze testy z krwi zaczęły wychodzić negatywnie, dostałam sensowną diagnozę L40 i powiedziano mi co mam robić. Raz było lepiej raz gorzej, trochę wszyscy przyzwyczaili się do tego i uczyliśmy się z tym żyć. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz